środa, 21 października 2015

Rozdział 4 I don't give up

Muzyka - John Legend ''All of Me"'


To sprawia, że płaczę
Lub może płaczę
Z innego powodu
Trudno powiedzieć, kiedy
Setki emocji zlały się w jedno

                                           
                                                          ~ ODRIEE ~

 Policjant wskazał na czerwone krzesło, bym usiadła. Na przeciwko mnie rozsiadł się mężczyzna w szarym garniturze, a po mojej prawej usiadła miła, długowłosa blondynka. Uśmiechała się pocieszająco. Położyła przed sobą teczkę, po czym wyciągnęła z niej jakieś papiery. Pan policjant mierzył mnie spokojnym, ale krępującym wzrokiem. Starałam się unikać kontaktu wzrokowego z jakimikolwiek mężczyzną. Czułam do każdego odrazę, ale zarazem byłam silniejsza.
 Ten widok był wspaniały. Ten strach w jego niebieskich, wilczych oczach. Ten jęk, który z siebie wydusił, gdy odbierałam mu ostatnią sekundę życia. Byłam z siebie dumna. Nawet, jeśli mnie za to wpakują do więzienia, nie okażę skruchy. Zrobiłabym to ponownie, gdyby była taka okazja. Może będę potworem w oczach innych, a może pomyślą, że postradałam zmysły. Może moja rodzina będzie się mnie bać, a może moi znajomi będą nazywać mnie wariatką. Wszystko jest możliwe. Już nic mnie nie obchodzi. Ważne jest to, że słońce nadal świeci tak pięknie, jak kiedyś.
- A więc... Odriee.. - zaczęła kobieta. Zamarłam. Po raz pierwszy od wieków usłyszałam to imię. Moje dawne imię. Nie podobało mi się to, że ona mnie tak nazwała. Nie byłam tą samą dziewczyną, co rok temu. Nie byłam tą Odriee i nie nosiłam już tego imienia. Postanowiłam ignorować pytania pani psycholog. Wpatrywałam się w jej krwistoczerwone paznokcie. Były piękne, ten kolor był piękny. - Czy wiesz dlaczego się tu znalazłaś? Czy możesz opowiedzieć... o tym co...
Zacisnęłam szczękę, co kobieta zauważyła. Zadawała mnóstwo pytań, na które nie dostawała moich odpowiedzi. Traktowała mnie jak pięciolatkę, której ktoś ukradł soczek. Denerwowało mnie to. Miałam wrażenie, że pomieszczenie maleje. Ściany zbliżały się, a na zewnątrz panował już pewnie mrok. Słyszałam bicie własnego serca. Pragnęłam zobaczyć słońce. Ono sprawiało, że byłam szczęśliwa. Zamiast złotych promieni dostałam pomarańczowe światło lampki. Kobieta widziała brak zainteresowania z mojej strony, więc odpuściła. Westchnęła grzebiąc w teczce. Posłała jedno znaczące spojrzenie policjantowi, a potem drugie panu w garniturze. Wiedziałam. Myślą, że jestem wariatką. Wyciągnęłam dłoń na śliski stolik i zaczęłam stukać palcem o blat. Chciałam roześmiać im się w twarz, wykrzyczeć co czuję, co mnie spotkało przez ostatni rok, ale milczałam, jak zawsze. Wolałam zostawić to dla siebie. Wiedziałam, że ich słowa nie pomogą. Choćby opłacili wszystkich psychiatrów, lekarzy to i tak pamięć zostanie. Ona zawsze zostaje. Dręczy ludzi dniami i nocami, aż człowiek nie wytrzymuje i nakłada sobie sznurek na szyję. To takie proste. Lina, drzewo, stołek, skaczesz, koniec. Po problemie. Szkoda, że nie potrafimy tak łatwo rozwiązywać innych problemów.


                                                     ~ LOUIS ~

Dziś mają nam dostarczyć te dwie dziewczyny o których mówili w telewizji. Zastanawiam się, co one musiały tam przeżywać.
 Słyszałem, że jedna to blondynka, a druga brunetka. Podobno blondynka nieźle się rzucała, a brunetka to aniołek, tylko nic nie mówi. Biorąc to pod uwagę, blondi trafi do Harry'ego, a brunetka znajdzie się pod moimi skrzydłami. Jedyna opcja, bo psychiatryk jest zapełniony i wolne pokoje są tylko na moim i Harry'ego oddziale. Ciężkie czasy. Druga część budynku jest w remoncie, więc musimy się jakoś mieścić.
 Podczas przerwy na lunch zauważyłem samochód policyjny. Czyli nasze panie dotarły. Wyszedłem przed budynek, by pomóc we wprowadzeniu ich, tak jak kazała mi szefowa. Blondynka wysiadła posłusznie i rozejrzała się z uśmiechem. Nie wyglądała na wariatkę.
 Brunetka spokojnie wysiadła, tak jak jej koleżanka. Jednak zdradzały ją oczy. Była śmiertelnie przerażona. Rok praktyk zdążył mnie nauczyć zauważać drobiazgi. Drżące palce, miękkie kolana, rozszerzone oczy, lustrujące wszystko w zastraszającym tempie. Podchodzę do niej, ale gdy tylko mnie dostrzega otwiera usta, chodź nie wydaje żadnego dźwięku. Uśmiecham się lekko, by dodać jej otuchy i odzywam się uspokajającym tonem.
- Hej, już dobrze. Tu są tylko mili ludzie. - wyciągam do niej rękę, a ona krzyczy i próbuje uciec, ale wpada na policjanta za nią, który ją łapie, by się nie przewróciła. To tylko pogarsza sprawę, zaczęła się wyrywać, gryząc go, kopiąc i krzycząc, ale nie za głośno. Zauważyłem, że blondynka stoi obok mnie i patrzy na nią.
 Teraz widzę. Teraz zauważyłem to, czego wcześniej nie byłem w stanie, z powodu odległości. Obojętność. Jej spojrzenie było niemal zupełnie obojętne. Jakby dwa lata spędzone u gwałciciela wypaliły w niej całego ducha i zostawiły tylko ciało, z napędzającymi je organami. Niezdolną do uczuć i chęci życia. W jednej chwili zapomniałem o jej odrzucających blond włosach. Patrzyłem w jej oczy, starając się dostrzec w nich coś jeszcze.
 Obok mnie przebiegło dwóch pielęgniarzy, którzy złapali brunetkę, jeden z nich wstrzyknął jej płyn usypiający. Uspokoiła się, po czym delikatnie osunęła na ramiona tego ze strzykawką. Drugi przyniósł nosze. Tym drugim okazał się Harry. Związał włosy w mały koczek, więc go nie poznałem od razu. Tak więc odwróciłem się do blondynki.
- Chodź ze mną. - odezwałem się, bo podejrzewałem, że w takim obrocie sytuacji trafi do mojego oddziału.


                                              ~ ODRIEE ~

 Naciągnęłam na nagie ramię bluzę, z którą nie rozstaję się od czasów piwnicy. Siedzę skulona w kącie małej salki, w której prawdopodobnie spędzę okropny czas. Nie wiem, jak długo będę tu więziona. Ile minie dni, ile minie miesięcy... Gdy tamten człowiek odszedł do zaświatów, byłam pewna, że wszystko się ułoży. Poczułam się wolna, a teraz znów to samo. Kraty w oknach, białe ściany, zimna podłoga, drzwi bez klamki... Patrzę na to wszystko i czuję, że nie wiele się zmieniło.
Staram się znaleźć jakieś dobre, spokojne myśli, choć to wręcz niemożliwe. Jestem bezsilna, ale nikt tego nie dostrzega. Myślą, że jestem obłąkana. Są pewni, że wszystko wiedzą, a prawda jest taka, że o niczym nie mają pojęcia.
 Nie mają pojęcia, jak to jest być zamkniętym w samym sobie.
Moje oczy wpatrują się w bladą, jak trup ścianę. Mam wrażenie, że słyszę głosy. Echo odbija się od chłodnych ścian, atakując mnie, sprawiając, że drżę z zimna. Chucham ciepłym powietrzem w dłonie i pocieram policzki, mając nadzieję, że da mi to trochę ciepła. Czynność powtarzam kilka razy, kiedy nagle słyszę dźwięk. Znajomy dźwięk. Ktoś przekręca klucz trzy razy i otwiera metalowe drzwi.
- Jakby się rzucała, to wołaj. - mrużę oczy słysząc męski głos.
- Jasne. Myślę, że będzie dobrze. - odpowiada kobieta. W myślach mam obraz, jak dziewczyna trzęsie się ze strachu, że wskoczę na nią i wydrapię jej oczy. To wcale nie jest śmieszne. Przykro mi, bo nie jestem potworem.
- Kolacja, panno... - pauzuje i spogląda na jakiś papier, który trzyma w dłoni. - Panno Moore. - dokańcza z uśmiechem. Patrzę na nią z ukosa, tak by nie zauważyła. Kontakt wzrokowy nie należy do moich ulubionych kontaktów z ludźmi, tak samo jak rozmowa. Oni za dużo mówią. Nie potrafią cieszyć się ciszą. Wspaniałą ciszą, która nie potrafi nas zranić. Słowa są jak miny. Wystarczy jeden błąd, złe posunięcie i wybuchasz. Rozrywa cię na kawałki, pozostawiając tylko popiół, który wsiąknie w ziemię zbyt wcześnie.
- Myślę, że łóżko jest wygodniejsze, niż ten kąt. - mówi blondynka, nakładając na talerz jasno-żółtą papkę. Gdy widzę parę, unoszącą się nad jedzeniem, mam ochotę wstać i pochylić twarz nad talerzem. - Możesz mi wierzyć. Te ziemniaki są przepyszne. Kucharki dodają do nich kilka łyżek masła. - Ślinka mi cieknie na samą myśl o ziemniaczanym puree z masłem. Chętnie bym coś zjadła, a teraz całą noc będę myślała o pięknym zapachu ziemniaków. Mimo tego, że woń dania mnie piekielnie kusi, nie ruszam się z miejsca. Chcę zostać sama.
- Zjedz choć trochę. - prosi cicho blondynka. Stoi przy łóżku i mogę przysiądz, że krępuje się. Gdy odważam się na nią spojrzeć, ona ucieka wzrokiem. Patrzy wszędzie i udaje, że mnie nie widzi. Poirytowana, przewracam oczami. '' Kiedy ona wyjdzie? '' Przechodzi mi przez myśl, gdy ta siada na ''moim'' tymczasowym łóżku. Lubię samotność, ale bardziej od tego wolę towarzystwo Bianki. Może jeżeli zjem trochę ciepłego posiłku to pozwolą mi ją zobaczyć? Mrugam szybko i wzdycham, wszystko analizując.
- Nie jesteś głodna? Na pewno dawno nie jadłaś nic ciepłego. - mówi i siada naprzeciwko mnie na krześle. Przez chwilę milczy po czym znów mówi. Budzi się we mnie coś dziwnego. Mam wrażenie, że nie jest to nic dobrego, ale czuję przyjemność. Zamykam oczy i pochylam głowę. - Doskonale rozumiem ciebie i twoją koleżankę. Wiem, przez co musiałyście przejść, co czujecie. - przeginała strunę wspominając o tym. Zacisnęłam dłonie i powoli wypuściłam powietrze. - Dwa lata, rok... to szmat czasu. Nie wytrzymałabym gdyby jakiś obcy mężczyzna robił mi takie rzeczy... Chyba bym umarła. - mówi szybciej, a ja tracę nad sobą kontrolę. Jak piorun podbiegam do wózka na kółkach, łapię talerz i ciskam nim o podłogę. Wydaję z siebie pisk i kopię w wózek, przewracając go na podłogę. W sali pojawia się osoba trzecia, facet w granatowym uniformie. On i dziewczyna mają zdezorientowane wyrazy twarzy, ale oboje zachowują spokój. Ja natomiast warczę przez zaciśnięte zęby, próbując uspokoić swoje nerwy.



                                                    ~ LOUIS ~

 Siedzi na białej pościeli i uśmiecha się kpiąco. Patrzę na nią i staram się ją rozgryźć. Nalewam jej zupy na talerz i stawiam na stoliku. Zerka na strawę i po chwili rzuca się, by zanurzyć w niej łyżkę i spróbować. Widzę błogość na jej twarzy. Musiał ich głodzić. Czuję do niej pewną niechęć, ale jestem też zaintrygowany.
- Bianca - mówię, siadając obok niej na łóżku. Patrzy na mnie. Nie odzywa się, bo usta ma wciąż zajęte zupą. Obserwuję, jak je. Tak, jakby jadła zupę pierwszy raz.
- Chcesz pogadać? - pytam, kiedy kończy obiad. Marszczy nos, co mnie irytuje.
- Nie wiem. - mruczy. - Ale chcę jeszcze zupy. - Patrzy na mnie, wzdycham i dolewam jej zupy. Tym razem nie je tak szybko.
- Co jadłaś ostatnio?
Chwilę nie odpowiada.
- To... chyba groszek. - chwilę się zastanawia. - Tak, to był groszek. - Kiwa głową, jakby zgadzała się sama ze sobą.
- Kiedy?
- Trzy dni temu? A może pięć? - przykłada palec do nosa. - Na pewno nie wczoraj.
Znów zanurza łyżkę w zupie. Milczę przez jakiś czas.
- Smakuje ci? - pytam, bo wygląda na to, że staje się nieco rozmowna.
- No. - cmoka.
- Co chciałabyś robić? - jest dziś ostatnią osobą, którą się zajmuję, więc mogę poświęcić jej więcej czasu.
- Jeść. - uśmiecha się chytrze. Pociągam nosem i patrzę na nią z ukosa. Jest chuda, ale nie wygląda jak anorektyczka. Widocznie jej organizm zdołał się dostosować do kiepskiego wyżywienia, bo Odriee jest od niej chudsza, mimo tego, że spędziła w zamknięciu mniej czasu. Nagle nachodzi mnie myśl, że mogły przecież walczyć o jedzenie i może Bianca zazwyczaj wygrywała. Zagryzam policzek od środka.
- Dużo jadłaś? - pytam. Odwraca do mnie głowę, ale patrzy na moje dłonie. Zerkam tam, gdzie ona, ale nie widzę nic szczególnego.
- Bardzo mało. - szepcze i zjada kolejną łyżkę zupy.
- A Odriee? - dodaję ostrożnie.
- Kim jest Odriee? - marszczy czoło, a pomiędzy jej brwiami pojawia się mała zmarszczka.
- Twoja koleżanka. Ta, z którą spędziłaś ostatni rok. - wyjaśniłem. Przywykłem już do wariatów, lecz ona na taką nie wygląda.
- Oh. - przygryza wargę w zamyśleniu i patrzy na swój talerz. - Piękne masz imię, Ali. - odzywa się, chyba sama do siebie, ale słyszę dokładnie, co mówi. - Ona też jadła. - patrzy na mnie z bólem.
- Tyle ile ty? - drążę. Wzdycha. Połyka kilka łyżek zupy, zanim odpowiada.
- Więcej. Mniej. Tyle samo. Różnie. - kolejne kilka łyżek. - Zależy.
- Zależy od czego?
Mruga jasnymi rzęsami i potrząsa głową, jakby chciała pozbyć się złych myśli.
- Oh, rozumiem. - kładę dłonie na pościeli, po bokach moich ud.
- Lubisz mnie? - pyta, obserwując mnie bystrym spojrzeniem. Nieco mnie zatyka. Chwilę się zastanawiam, o co może jej chodzić.
- Lubię. Ale tak trochę. Muszę cię lepiej poznać, żeby cię bardziej polubić. - uśmiecham się. Unosi lekko jeden kącik ust.
- Ja ciebie lubię. - mówi i dotyka opuszkiem palca wskazującego i środkowego mojej ręki. Ma bardzo ciepłe dłonie, zagrzane od talerza, który wciąż trzymała, jakby się obawiała, że jej go zbiorę.
 Przysuwa się nieco bliżej i podnosi moją rękę. Nie oponuję. Pozwalam jej prześledzić palcem moją linię życia.
- O co chodzi? - Pytam w końcu. Mimo wszystko czuję się nieco niezręcznie.
- Masz delikatne dłonie. Ciepłe. - informuje mnie. - Lubię twoje dłonie. - oznajmia, po czym wstaje i podchodzi do okna.
- Chcę jutro zjeść śniadanie - mówi, ale nie wiem, czy jest to skierowane do mnie, czy do nieba.
- Zjesz. I jutro i po jutrze i codziennie będziesz jeść śniadanie. - uśmiecham się do jej pleców. Kiwa lekko głową. Zabieram talerz i łyżkę, przykrywam garnek z wystygniętą już zupą i podnoszę się.
- Do jutra. - żegnam się. Odpowiada mi cisza.
 Wychodzę i kieruję się korytarzem do kuchni, gdzie spotykam się z Harrym. Opowiada mi o męczącym Bezimiennym. Tak nazywamy pewnego mężczyznę, który trafił tu trzy lata temu i nigdy się do niego nie odezwał. Nikt go nie zna i nie udało się znaleźć jego rodziny. Jest więc Bezimiennym.
 Słucham przyjaciela, ale myślami jestem przy blondynce. Irytuje mnie. Wolałbym zajmować się brunetką, ale los zesłał mi blondynkę. Myję ręce w starym zlewie i zastanawiam się, co jutro przyniosę jej na śniadanie.
 Chciałbym przefarbować jej włosy.



_________________________________________________________________________________


Hej, hej rozdział 4 skończony :D
Podoba się? Bo nam nawet nawet ;)
Czekamy na komentarze,
Enjoy!
~ Obli Viate
~ Carrie SS.


9 komentarzy:

  1. Twój blog został przyjęty do spisu :)
    Pozdrawiam.

    http://fireproof-fanfictions-about-1d-spis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak nareszcie kolejny rozdział !!!!! (Słyszycie mój krzyk ? xD )
    Szkoda mi Odriee, ona jest taka zagubiona ;c Mam nadzieję, że da sobie pomóc i otworzy się na świat.
    Louis.. hmmmm chyba coś się szykuje, pomiędzy nim a Biancą ! ^^ :D
    Ale dlaczego on chce ją przefarbować ?... xd
    Świetny rozdział i czekam na następny :3
    Pozdrawiam xx

    PS. Przepraszam za taki krótki komentarz, ale nie mam zbytnio czasu, poprawię się przy następnym :D ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy za komentarz:)
      Co do długości, trzymam Cię za słowo hihi
      ~ Obli Viate

      Usuń
  3. Witaj,
    Jeśli chcesz szczerą recenzję swojego bloga, zgłoś się do nas
    http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/p/zamow.html?showComment=1430463983712
    Prowadzimy także nabór. Może właśnie czekamy na ciebie? :) http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/
    Pozdrawiamy, załoga recenzowisko

    OdpowiedzUsuń
  4. Na wstępie muszę przyznać, że rzadko czytam opowiadania o gwiazdach/zespołach etc (chociaż kiedyś sama takie pisałam), i ten także miałam opuścić tuż po tym, jak na niego weszłam, ale z ciekawości przeczytałam prolog i muszę przyznać, że naprawdę mnie zaciekawił, a wraz z kolejnymi rozdziałami było jeszcze lepiej - pozytywnie mnie zaskoczyłyśmy, ot co. Bardzo fajnie, że tworzycie własną historię i inaczej kreujecie Harry'ego i Louisa, nie ograniczając się do tego, że są wielkimi gwiazdami, a główna bohaterka staje na ich drodze, od razu sprawiając, że każdy się w niej zakochuje. Pomysł z historią obu dziewczyn i wprowadzenie chłopaków w ich świat jest naprawdę udany i mam nadzieję, że wraz z rozwojem akcji będzie jeszcze ciekawej. Z pewnością będę się tutaj pojawiała i czytała.

    Pozdrawiam.

    I jeśli będziecie miały czas i chęci przede wszystkim, zapraszam także do siebie:

    http://zostaw-uchylone-drzwi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy za pozytywny komentarz :D
      Twojego bloga z chęcią też odwiedzę ;)
      ~ Obli Viate

      Usuń
  5. Cześć. Na wasze opowiadanie trafiłam przez przypadek i mimo wielkiego lenistwa, przeczytałam wszystkie rozdziały. Bardzo ciekawie kreujecie postacie, tworzycie wątki. Naprawdę mi się podoba. Wyłapałam w tym rozdziale mały błąd ortograficzny. A mianowicie napisałyście koncik, a pisze się przez "ą". To tak jestem bardzo zachwycona. Pozdrawiam, Weronika!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Co do tego przefarbowania Bianci przez Louisa, to mam małe podejrzenie, że chyba nie za bardzo lubi blondynki. Bo i Biancę i Paige. Może jego mama była blondynką? ;)

      Usuń
    2. Dziękujemy za komentarz, błąd zaraz poprawię :D
      Heh, ciekawy pomysł co do tych blond włosów ;)
      ~ Obli Viate

      Usuń

Theme by violette